Na północy bez zmian

Wybraliśmy się do Norwegii. Przez kilka dni obozowaliśmy w Eidsvoll. To miasteczko położone 40 kilometrów od Oslo zamieszkuje niespełna 20 tysięcy osób. Na ulicach jest cicho, nie ma tłoku ani pędzących samochodów. Zamiast betonowych bloków prawie wszędzie stoją drewniane domy.








Poniżej widać obozowisko norweskich przedszkolaków. Dzieciaki nie są tam chowane przed tym, co u nas nazywa się złą pogodą. Dlatego w lasach stoją namioty, w których odbywają się zajęcia przerywane szaleństwem na śniegu. I tak przez parę godzin dziennie. Palec do budki jeśli w dzieciństwie nie przeszkadzał Ci mróz i śnieg...


Ławeczki, piecyk i skóry - plenerowe przedszkole w jednym z najbogatszych krajów świata.




 Po przedszkolu powrót do domu.









Pociąg z National Geographic...


I zmiana miejsca. To widok na jedną z ulic Lillehammer, miejsca gdzie nasze gwiazdy sportów zimowych na czele z Piotrem Żyłą i Justyną Kowalczyk często się pocą walcząc o tytuły.


Parking przed kawiarnią.


Skansen. 




I połowa Hura Studio Family.





Z pamiętnika Norweżek.



Najłatwiej na nartach.



 Przed wylotem mieliśmy chwilę na przystanek w Oslo.












Taki pan miał widok w ciągu dnia.





W Oslo jest Park Vigelanda. Ponoć to jedno z ulubionych miejsc spotkań i spacerów, które tętni życiem. Ominął nas ten tłum, nie licząc postaci zastygłych w kamiennych posągach zaprojektowanych przez Vigelanda. Monolit, wokół którego wszystko się koncentruje, składa się z 600 ciał sklejonych ze sobą w psychodelicznym uścisku.

















Zdjęcia zrobione na początku 2013 roku.


Toplista

Ranking Blogów